girls camp
Zdjęcie autorstwa Alicji Kozak

Luty. Kolejny miesiąc pod znakiem wiatru, deszczu, szarości, zmęczenia i tęsknoty za słońcem. Jest co prawda coraz lepiej (bo słońce zachodzi zdecydowanie później, pączki już pysznią się na drzewach, a nad naszymi głowami przelatują klucze ptaków), ale o dobre samopoczucie nadal trzeba troszczyć się dodatkowo. Latem nie musimy sobie często zawracać głowy tym, jak się czujemy, bo czujemy się po prostu dobrze. A zimą? To inna historia, szczególnie u jej schyłku. Aktywnie więc szukam sposobów, żeby te dni, które pozostały nam do wiosny, nie nadawały się tylko do kosza. Przedstawiam Wam listę rzeczy, które sprawiają, że od razu czuję się lepiej. Nic skomplikowanego, same drobiazgi, ale znacząco wpływają na to, jak przebiega mój dzień.

  1. Czas offline. Bez zbędnych bodźców, bez dodatkowego stresu dla organizmu, bez porównywania się, męczenia oczu światłem niebieskim i podglądania innych żyć. Przełączenie się w tryb offline pozwala mi odetchnąć, prawdziwie się zrelaksować i odpocząć. Mogę wtedy poświęcić uwagę rzeczom, na które „nigdy nie mam czasu”. Okazuje się, że wystarczy odłożyć telefon, a czasu robi się nagle mnóstwo. Właśnie z tego powodu śmigam na drutach jak szatan – po prostu nic mnie nie rozprasza.
  2. Tańczenie do energetycznej muzyki. Włączam utwór, do którego moje ciało samo rwie się do tańca (ABBA jest niezastąpiona) i tańczę tak, jak mi intuicja podpowiada. Bez oceniania siebie samej i krytycyzmu. Po 5 minutach takiego ruchu już się lepiej oddycha i na sercu też jest jakoś lżej.
  3. Joga. Przyznam bez bicia, że wcale mi się nie chce praktykować jogi, gdy psychicznie czuję się tak sobie. Gdy jednak już się zmotywuję i rozłożę matę, czuję się tak, jakbym fundowała swojemu ciału masaż od środka. Plus praktykę zawsze można dobrać do swojego aktualnego stanu psychofizycznego – to może być coś energetycznego na rozładowanie emocji, albo wręcz przeciwnie, zrobienie trzech pozycji na krzyż, ku ukojeniu.
  4. Zmiana otoczenia. Po kilku miesiącach przebywania we wnętrzu, moje mieszkanie już nie wpływa na mnie szczególnie kojąco. Raczej miotam się po nim jak po klatce, nie wiem co ze sobą zrobić i do niczego nie mogę się zebrać. W takich chwilach wychodzę. Idę popracować do kawiarni, odwiedzam koleżankę, wybieram się na spacer albo lumpy.
  5. Pieczenie i gotowanie. Ten punkt związany jest z byciem offline, bo kuchenne czynności często wymagają od nas pełnej uwagi. Krojenie, obieranie, mieszanie, pieczenie, ciepło bijące z piekarnika czy palników i miłe zapachy to prosty sposób, żeby poczuć się lepiej. Potem można spałaszować przygotowane przez siebie pyszności (sugeruję, żeby konsumpcja odbywała się również offline) i dodatkowo podbić sobie poziom serotoniny.
  6. Głębokie oddechy. Najlepiej przy otwartym oknie (jeśli aktualna jakość powietrza na to pozwala) lub na krótkim spacerze. Wdechy i wydechy powinny być równej długości i trafiać aż do brzucha, zamiast zatrzymywać się tylko na poziomie klatki piersiowej.
  7. Spotkanie z osobą o dobrej energii. Gdy jest mi gorzej, automatycznie unikam znajomych, którzy dużo narzekają, są pesymistyczni i mają ciężką energię. Wolę otaczać się osobami, które są radosne, spokojne i zrównoważone, bez tendencji do malkontenctwa. Po takim spotkaniu od razu świat rysuje mi się w jaśniejszych barwach.
  8. Prysznic, makijaż i ładne ubrania. Gdy czuję się kiepsko od rana, mam pokusę, żeby po prostu zostać w piżamie, nie myć głowy, nie malować się. Staram się jednak zacisnąć zęby, zmusić się do pójścia pod prysznic, ułożenia włosów, nałożenia lekkiego makijażu i założenia ubrań, w których czuję się ładnie. I mimo że potwornie mi się nie chciało, to od razu czuję się lepiej. A co najlepsze, mam nagle energię, żeby wyjść z domu i zrobić coś ze swoim dniem.
  9. Czytanie książek. Szukam pozycji, które sprawiają, że czuję się spokojniejsza i bardziej zrelaksowana. Gdy akcja mnie wciąga, nie mam też ochoty sięgać po telefon i zapełniać sobie czasu scrollowaniem Instagrama i Tiktoka. Zazwyczaj czytam ebooki na moim czytniku, ale zauważyłam, że jeśli czuję się kiepsko, to książki papierowe pozwalają mi być bardziej tu i teraz. Dodatkowo zupełnie odpoczywam od elektroniki, co jest kolejnym plusem.
  10. Krótka drzemka. Często kumulujemy w sobie zmęczenie, z którego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Pół godziny drzemki często sprawia, że jakoś łatwiej mi przetrwać dzień i odzyskać energię.

*

A jak Wy sobie radzicie z gorszym samopoczuciem? Jakie macie sposoby, żeby od razu poczuć się lepiej?

A jeśli chcecie jeszcze bardziej rozszerzyć temat radzenia sobie w trudnych momentach, to zapraszam Was do odsłuchania odcinka mojego podcastu „O sposobach na doła”, w którym dzielę się jeszcze innymi sposobami na radzenie sobie z niepokojem i smutkiem.

1 comment

  1. Tańczenie i gotowanie to świetne sposoby. U mnie dobrze sprawdza się tez czytanie. Teraz, gdy dużo rzeczy mnie przytłacza, zajęłam się książka „Myśl jak pokerzysta” – pozwala choć na trochę się oderwać od zaistniałej sytuacji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*