Miesiączka zero waste

Do życia zero waste niestety mi dość daleko i nie mam zamiaru nikogo do niego przekonywać. Uważam, że każdy powinien żyć najlepiej, jak potrafi i nie dążyć do perfekcji. Tyczy się to także ekologii i filozofii zero waste – łatwo się zafiksować i popaść w niezdrowe skrajności. Jest jednak kwestia, w której zero waste (albo less waste) jest łatwiejsze, niż mogłoby się wydawać. O czym piszę? O miesiączce. Coś, co kiedyś wydawało mi się nie do przeskoczenia – kilkadziesiąt złotych miesięcznie wydane na podpaski, tampony, góra plastiku, śmieci, obtarcia, dyskomfort – łatwo odeszły w niepamięć. Chciałabym dzisiaj łagodnie i w nienarzucający nic sposób wprowadzić Was w temat.

Ostatnio w mojej ankiecie na instagramie na pytanie „Czy używacie wielorazowych produktów menstruacyjnych?”, ponad 70% odpowiedziało, że jeszcze nie. Stąd też mój pomysł na wpis, bo byłam naprawdę zaskoczona wynikiem. Wiem, że moja społeczność jest bardzo proekologiczna, progresywna, wyedukowana i otwarta. Mimo tego praktycznie 3/4 osób menstruujących nie używa wielorazowych alternatyw produktów higienicznych. I żeby nie było, to z mojej strony bynajmniej nie jest próba wyszydzenia kogoś czy shamingu. Wręcz przeciwnie. Rozumiem, że temat miesiączki w naszym społeczeństwie to temat tabu, a wielorazowe produkty menstruacyjne budzą wachlarz skrajnych emocji, od niepewności, przez zniechęcenie, aż do obrzydzenia. Dlatego właśnie chciałabym mieć tutaj z Wami przestrzeń do tego, by w bezpiecznej, pełnej zaufania i zrozumienia atmosferze przeprowadzić Was przez to, przez co sama już przeszłam. Trochę tak, jakbym była Waszą starszą siostrą i dzieliła się najlepszymi radami.

No to co zrobić, by miesiączkować nie dość, że produkując mniejszą ilość śmieci, to jeszcze bardziej komfortowo? Już opowiadam.

Kubeczek menstruacyjny

Największy game changer mojego okresu. Od razu powiem jedno: kubeczek zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Niektóre osoby nie będą w stanie go używać i nie zachęcam do tego, żeby zmuszać się mimo oporu ciała czy psychicznego. Jeśli jednak nie masz przeciwwskazań, by kubeczka używać, to będę jego najgorętszą zwolenniczką. Dzięki kubeczkowi funkcjonuję tak, jakbym nie miała miesiączki. Nie martwię się przeciekaniem, nie muszę chodzić co godzinę do łazienki. Mogę podróżować, pływać, chodzić po górach, kąpać się w strumieniach, latać samolotem, czy po prostu funkcjonować na co dzień bez jakiegokolwiek dyskomfortu.

Jaki kubeczek menstruacyjny wybrać?

Nie podam tutaj konkretnej odpowiedzi. Każda z nas ma inne ciało i inne potrzeby. Ktoś będzie potrzebował kubeczka miękkiego i o niewielkiej objętości. Inna osoba może dużo trenować i bardzo napięte mięśnie po prostu zgniotą zbyt miękki kubeczek, więc trzeba poszukać czegoś sztywniejszego. W tej kwestii niestety nie pomogę, bo nie chciałabym polecać jednego produktu, który może się nie sprawdzić i tylko wydacie bez sensu pieniądze.

Plus jest taki, że przez ostatnie lata ten rynek bardzo się rozwinął. Ja kupowałam swój kubeczek 3 lata temu i wtedy była to raczej droga zabawa, nie było też oszałamiającego wyboru. Teraz można nawet pójść do Rossmana i kupić kubeczek za 25 złotych. Internet proponuje mnóstwo kształtów, pojemności, twardości i kolorów, dlatego wierzę, że po odpowiednim researchu każdy jest w stanie znaleźć coś dla siebie.

Jak aplikować kubeczek?

Masz już swój kubeczek? Fantastycznie, pierwszy krok za Tobą. Teraz czas na kolejny, który może się okazać tym najtrudniejszym: przekonanie się, żeby rzeczywiście zacząć go używać. Wiem z doświadczenia, że to może być na początku przytłaczające i powodujące dyskomfort. Podpaski i tampony są nam dobrze znane, błyskawiczne, wygodne… Ale obiecuję Wam, że jak przełamiecie pierwszą niechęć i kubeczek Wam się sprawdzi, to już nigdy z niego nie zrezygnujecie.

Po pierwsze, najlepiej poćwiczcie aplikację kubeczka przed miesiączką, żeby nie stresować się, gdy miesiączka już przyjdzie. Dzięki temu będziecie już wiedziały, co robić, nie musząc przy tym walczyć z (dosłownie) zalewającą Was krwią. Jeśli obawiacie się suchości i dyskomfortu związanego z aplikacją kubeczka bez okresu, użyjcie w tym celu lubrykantu.

Po drugie, obejrzyjcie tutorial na YouTube dotyczący sposobów składania kubeczka, na przykład ten. Jak widzicie, opcji jest wiele i warto wypróbować, która okaże się dla Was najłatwiejsza, najwygodniejsza i najbardziej intuicyjna.

Po trzecie, rozluźnijcie się. Wdech, wydech. Aplikacja kubeczka z napiętymi mięśniami jest na maksa trudna, a czasem wręcz niemożliwa. Kubeczek po prostu nie rozłoży się w środku i nie będzie miał szansy prawidłowo się zassać. Jeśli czujecie, że to nie Wasz dzień, że czujecie się zestresowane, że kubeczek nie chce za cholerę się rozłożyć, odpuśćcie. Nic na siłę. Lepiej spróbować parę godzin później lub innego dnia, niż raz na zawsze się zniechęcić.

Ja pamiętam taką sytuację: rano przed zajęciami na studiach dostałam okres. Byłam tego dnia potwornie zestresowana, źle się czułam, moje ciało nie współpracowało z kubeczkiem. Próbowałam przez 25 minut (!) go zaaplikować, walcząc z tym, że się nie chciał rozłożyć, niezależnie od tego, w jaki sposób go aplikowałam. Czułam ból, a moje mięśnie po prostu ściskały go od środka. Panikowałam, bo musiałam wyjść na zajęcia, a ja nie byłam w stanie użyć kubeczka. Popłakałam się wtedy i chyba nawet opuściłam pierwsze zajęcia, bo już byłam za bardzo spóźniona. Teraz wiem, że taka walka nie ma sensu: lepiej mieć awaryjne tampony czy podpaskę niż robić coś wbrew sobie.

Po czwarte, opróżnianie kubeczka. To nic trudnego, moim zdaniem nie jest to też obrzydliwe. To po prostu krew, a nawet bardziej higieniczna niż na podpasce czy tamponie, bo nie poddana działaniu bakterii i rozkładowi. Z mojego doświadczenia najlepiej wyjąć kubeczek siedząc na toalecie z dość szeroko rozłożonymi nogami. Wystarczy włożyć palce do pochwy, ścisnąć delikatnie kubeczek dwoma palcami, tak, by się odessał, wyjąć go delikatnie i od razu opróżnić do toalety. Potem kubeczek można opłukać wodą (nie trzeba go wyparzać przy każdym opróżnianiu), umyć delikatnym mydłem, a nawet po prostu przetrzeć chusteczką czy papierem toaletowym, jeśli nie mamy dostępu do bieżącej wody. Nic strasznego, minutka i po sprawie.

Jeśli chodzi o częstotliwość, musicie obserwować swoje ciało i krwawienie danego dnia. Ja w pierwsze dni okresu opróżniam kubeczek co 4-5 godzin, chyba że krwawienie jest wyjątkowo silne. W takich wypadkach muszę opróżniać kubeczek nawet co godzinę. W dalsze dni okresu mogę nie opróżniać kubeczka nawet po kilkanaście godzin i funkcjonować tak, jakbym w ogóle nie miała miesiączki. Uprzedzając pytania: nie, to nie jest niehigieniczne. Krew w kubeczku nie rozkłada się ze względu na brak dostępu do powietrza, więc nie ma się czego obawiać.

Ostatnia ważna kwestia, czyli czyszczenie kubeczka. Tak jak już wcześniej pisałam, nie trzeba go wyparzać przy każdym opróżnianiu, wystarczy zrobić to po zakończeniu miesiączki i przed jej rozpoczęciem. Wyparzanie jest banalnie proste – kubeczek wystarczy wrzucić na parę minut do garnka z wrzącą wodą i gotować go przez 3-5 minut. Jeśli chodzi o czyszczenie kubeczka w trakcie menstruacji, najlepiej płukać go zimną wodą, żeby nie utrwalać plam z krwi. Jeśli kubeczek się poplami, nie przejmujcie się – to zupełnie normalne. Jeśli plamy i przebarwienia Wam przeszkadzają, można potraktować kubeczek albo wodą utlenioną, albo kupić taką wersję kolorystyczną, na której nie będzie ich widać, np. czarną.

Dodatkowo polecam Wam jeszcze filmik „Menstrual cups: 8 things I wish somebody had told me”, z którego w przystępny sposób możecie dowiedzieć się jeszcze więcej w tym temacie.

Majtki menstruacyjne i podpaski wielorazowe

Jeśli kubeczek to dla Was no-go, a zamiast tamponów i tak wolicie używać podpasek, to ten sposób może być dla Was. Istnieje coś takiego jak podpaski wielorazowe i majtki menstruacyjne, więc nie jesteście skazane na plastikowe, nierozkładające się, bielone chlorem podpaski jednorazowe. Ja osobiście nienawidzę podpasek i staram się ich nie używać, jeśli nie muszę. Są dla mnie tylko dodatkowym zabezpieczeniem przy kubeczku w pierwszych dniach miesiączki, w razie gdyby coś mi zaczęło przeciekać. Nie ma jednak przeciwwskazań, by używać tylko ich.

Jak to działa? Podpaska wielorazowa działa oczywiście tak samo, jak jednorazowa, tyle że po jej zużyciu pierzemy ją, a nie wyrzucamy. Moim zdaniem taką podpaskę najlepiej najpierw przeprać ręcznie, wysuszyć, a po zakończeniu miesiączki wyprać hurtowo w pralce, np. przy okazji prania ręczników.

Majtki menstruacyjne to trochę inna historia niż podpaska. Część chłonna jest wszyta bezpośrednio w majtki. Plusy? Nic Ci się nie przekręci, nie przecieknie. Możesz w nich spać w różnych pozycjach i nie obawiać się, czy przypadkiem krew nie poleci bokiem. Są też naprawdę bardzo chłonne. Minusy? To majtki, więc nie zmienisz tylko wierzchniej warstwy, trzeba przebierać całość. Co do prania, robię dokładnie tak, jak przy podpaskach.

Jakie majtki wybrać? Przede wszystkim bawełniane. Poliestrowe majtki menstruacyjne nie będą ani tak chłonne, ani higieniczne. Moje majtki mam z Wielorazówki i polecam – są z bawełny organicznej, a wypełnienie jest nieprzemakalne. Minus jest taki, że trochę odcinają się na pośladkach i noszenie obcisłych spodni jest przy nich raczej nie do zrobienia.

Tabletki przeciwbólowe

Okres dla wielu z nas jest równoznaczny z lekami przeciwbólowymi. Nie trzeba chyba nikomu mówić, że to niespecjalnie zdrowe zarówno dla nas, jak i dla środowiska. Im więcej tabletek, tym więcej śmieci. Czy da się to jakoś przeskoczyć? Z mojego doświadczenia uważam, że jest to możliwe.

Chciałabym tu zaznaczyć, że absolutnie nie mówię tu o przypadkach jak endometrioza czy innych nieprawidłowościach, których diagnozą powinien zająć się lekarz.

Przede wszystkim mało kto wie, że miesiączka nie powinna być bolesna. Wcale. Jeśli odczuwamy ból, to znaczy, że coś jest nie tak i warto się tym zająć. Koniec z „taka pani uroda”, „po ciąży pani przejdzie” i innymi bzdurami. Jeśli Wasze miesiączki są bolesne, obfite i niekomfortowe, to warto udać się do fizjoterapeutki uroginekologicznej, która za pomocą fizjoterapii jest z stanie bardzo zminimalizować, a nawet całkowicie usunąć dolegliwości bólowe. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, to odsyłam Was do tego odcinka podcastu, w którym rozmawiam z Karoliną Leją, fizjoterapeutką uroginekologiczną, m.in. o bolesnej miesiączce, jej powodach i terapii.

Po drugie, warto poszukać również naturalnych metod radzenia sobie z bólem czy dyskomfortem. Przed miesiączką warto zmienić dietę i zrezygnować ze składników, które mogą u nas wywoływać dolegliwości bólowe. Należą do nich m.in. dania i przekąski z wysoką zawartością soli, ciasta, desery, tłuste potrawy. Uważam, że warto też zainteresować się ziołami, które w łagodny sposób mogą przynieść nam ukojenie. Rozluźnią mięśnie, zmniejszą stany zapalne, pomogą pozbyć się wzdęć. W takich przypadkach warto pić rumianek, krwawnik, napar z imbiru lub zażywać olej z wiesiołka.

Żeby nie było, nie namawiam nikogo do niebrania leków. Jeśli tego potrzebujecie, bierzcie. Ja też nieraz nie jestem w stanie przetrwać okresu bez tabletek przeciwbólowych i jestem ostatnia do namawiania kogoś, żeby pił rumianek zamiast brania ibupromu, gdy ból powala na kolana. Chciałam tylko wspomnieć o łagodnych i naturalnych alternatywach, które, mam wrażenie, jakoś odeszły w zapomnienie i przestały być doceniane.

A jeśli nie zero waste, to co?

Jeśli wielorazowe produkty menstruacyjne na prawdę Was przerażają, warto rozejrzeć się za bardziej ekologicznymi i przyjaznymi ciału rozwiązaniami. Mogę polecić np. produkty Your Kaya, które produkowane są bez użycia plastiku i chloru. Śmiecimy mniej i nie grożą nam podrażnienia. Zawsze to krok w dobrą stronę, bo jeśli zero waste nie jest w Waszym zasięgu, to zawsze można wybrać dla siebie inną alternatywę.

*

Mam nadzieję, że udało mi się w przyjazny sposób przybliżyć Wam tematykę bardziej zero waste miesiączki. To lepsze nie tylko dla środowiska, ale przede wszystkim dla nas – jest zdrowsze, wygodniejsze, bardziej komfortowe. Jeśli macie jakiekolwiek pytania, śmiało zostawiajcie je w komentarzach lub napiszcie do mnie wiadomość na Instagramie. A może macie propozycje na jakiś inny wpis w podobnej tematyce, którą warto w przyjazny sposób omówić i znormalizować? Konieczcie dajcie znać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*
*